Dobre owoce

  • Post comments:1 Komentarz

Pan M. spędził w Hospicjum dokładnie pół roku. Nie udało mi się nawiązać z nim kontaktu, był tak ciężko chory. Miałam natomiast bardzo przyjacielskie stosunki z jego żoną, panią J.,  bardzo kochającą swojego  męża. Jej miłość i przywiązanie do chorego męża podziwialiśmy chyba wszyscy. Codziennie była przy nim, czule zwracała się do niego, woziła na wózku na mszę świętą, przytulała … I dziękowała Niebiosom za każdy, jeszcze jeden wspólny ich dzień. W ogóle to była bardzo ciepła osoba, serdeczne kontakty nawiązała w czasie choroby męża  z personelem Hospicjum, innymi chorymi i ich rodzinami oraz nami, wolontariuszami.

Pan M., do którego żona zawsze zwracała się zdrobniałym imieniem, obchodził w Hospicjowie swoje 70-te urodziny. Był pyszny tort, goście i  czerwona, duża dmuchana 70-tka wisząca w pokoju pod sufitem. Chyba też serce z napisem „Kocham Cię”. Po odejściu Pana M. te dwa czerwone balony dyndały sobie u nas, w pokoju wolontariuszy na górze. I któregoś czwartkowego popołudnia czerwone, nadmuchane zero przydało się bardzo na Podniebnych Cudach. Zostało bowiem zamienione…na koronę jednego z Trzech Króli, który swoją własną „posiał” gdzieś po drodze. Na szczęście, w drodze do nas, a nie do Betlejem 😊. Pan M. na pewno o tym wie, że uratował królewski honor, bo jaki byłby to król bez korony? Przecież widział to na pewno z góry. Mam nadzieję, że był zadowolony.

A pani J. tak przywykła do bycia w Hospicjowie, że będzie tu nadal, jako członkini naszego „Żółtego Gangu” wolontariuszy. Już zdecydowała, już się szkoli i bywa na czwartkowych spotkaniach z pacjentami. Cieszymy się wszyscy i Pan M. pewnie też, że ostatni etap jego życia,  przynosi wciąż dobre owoce. Mam też nadzieję, że spędzony w naszym Hospicjum czas, gdy kończył swoje ziemskie pielgrzymowanie, nie był dla niego najgorszy. Może było to dla niego przytulne i ciepłe „schronisko dla podróżnych, pielgrzymów”, zgodnie z definicją w „Słowniku wyrazów obcych i zwrotów obcojęzycznych” Władysława Kopalińskiego.

Panie M. – pamiętamy o Panu.

Wolontariuszka J.

Ten post ma jeden komentarz

  1. Marzena

    Pana M.nie da się zapomnieć,jego wymowne spojrzenie i zagłębianie się w spojrzeniu, mówiły bardzo dużo. Bardzo się cieszę że do Gangu dochodzi jeszcze jeden żółty Anioł 💛💛💛💛

Dodaj komentarz