Uśmiechnięty pacjent Hospicjum

8 października 2025 roku odszedł, podczas popołudniowego snu,  Pan J.

Od trzech tygodni był coraz słabszy, cały czas spędzał w łóżku. Już nawet zawsze towarzyszący Mu miś  nie był obiektem zainteresowania. Niewiele mówił, niewiele jadł no i… żadnej z nas, wolontariuszek, już w swój ujmujący sposób nie zaczepiał.

Mam wrażenie, że na szczęście do końca nie cierpiał. Ale ta, mimo wszystko dość nagła, zmiana stanu Pana J. dla wszystkich nas była zaskakująca i niepokojąca. Jeszcze niedawno odwiedziła Go wnuczka z dziećmi. Był wtedy bardzo radosny i jego prawnuki też.

W Hospicjum przebywał dość długo, około dwóch lat. W pierwszych tygodniach pobytu dużo opowiadał o swoich dzieciach, chociaż nie wszystko, co mówił, było składne i zrozumiałe, ze względu na niewyraźną i cichą mowę. Ale to przecież nie jest najważniejsze. Ważny jest nasz kontakt. A Pan J. stale go pragnął. Był pogodny, ba, czasem nawet rozśpiewany. Nie tylko na cotygodniowych koncertach „Podniebnych Cudów”, których w zasadzie nie opuszczał, ale bywało, że śpiewał w nocy w duecie z panem z sąsiedniego łóżka. Szczególnie lubili „Rezerwę”, wojskową piosenkę, nie w całości nadająca się do powtórzenia 😊.

Pan J. zaraz po porannej toalecie czekał na posadzenie Go na wózku i całymi dniami „wędrował” sobie po korytarzu, stale szukając jakiegoś kontaktu. Uczestniczył we wtorkowych seansach filmowych i czwartkowym głośnym czytaniu. Posiłki jadał w świetlicy, często Go karmiłam, wszystko Mu smakowało, poczęstunki na „Podniebnych” oczywiście też.

Pan J. był z nami, albo może my z Nim, jakby od zawsze. Charakterystyczny, pogodny. Czasem puszczał oko, zwracając uwagę na jakąś sytuację, która Go rozśmieszyła. Kochał Kielce i ta Jego miłość była dla nas inspiracją do nagrania specjalnego filmu dla pacjentów „Spacer po Kielcach”. Film powstał, zorganizowaliśmy projekcję, ale Pan J. nie zdążył „pójść” na ten „spacer”…

Trudno nam będzie przyzwyczaić się, że już  nie zastaniemy Pana J. podczas naszych pobytów w Hospicjowie, ale wiemy przecież, że tu trafiają osoby na ostatnim etapie ziemskiej pielgrzymki. Mimo to, zawsze ogarnia nas smutek, gdy ktoś, już nam bliski i lubiany, odchodzi.

Teraz już pozostaje nam modlitwa za duszę Pana J. i nadzieja, że jest już w Domu Ojca.

z „Żółtego Gangu”