Ogrodnik

  • Post comments:1 Komentarz

Z panem K. nie było łatwo się zaprzyjaźnić. Ostrożnie można powiedzieć, że nikomu z personelu czy wolontariuszy to się do końca nie udało. Było jedynie kilka osób, którym starczyło wrażliwości, uporu i cierpliwości, żeby doświadczyć kilkutygodniowych okresów jego względnej życzliwości. Czy miał przyjaciół kiedyś, w poprzednim, przedhospicyjnym życiu? Trudno powiedzieć.

Wiadomo na pewno, że bolesne doświadczenia pana K., nie najlepsze wybory, samotność, a w końcu ból, cierpienie fizyczne, odchodzenie innych pacjentów, strach… to wszystko sprawiło, że serce mu stwardniało, zamknął się i opancerzył, czasem nikogo do siebie bliżej nie dopuszczając.

Jednak specjalistyczne leczenie, które zapewnił mu personel i lepszy stan zdrowia przejściowo poprawiły sytuację. Pan K. przyjmował od nas słodki poczęstunek, czasem nawet żartował i pozwalał wolontariuszom posiedzieć przy sobie i porozmawiać. W tym właśnie „dobrym” czasie dowiedziałam się o jego pracy przy hodowli pomidorów (stanowczo odradzał jedzenie poza sezonem warzyw z przemysłowych hodowli) i odkryłam, że ma dar do uprawy roślin domowych. Kwiaty pięknie rosły w jego pokoju i widać było, że ma do tego talent. Ja nie mam, więc któregoś dnia, licząc, że poprawię mu humor i odciągnę myśli od lęków, przyniosłam z domu niedomagającą palmę Areka. Nie chciała rosnąć. Miesiącami stała w salonie z kilkoma niemrawymi listkami. Pan K. przyjął ją z wahaniem pod swoją opiekę.

Wkrótce potem jego stan bardzo się pogorszył. Kolejnych kwiatów już nie chciał, a potem stopniowo zamykał się i … znikał. Odszedł kilka dni temu, w sobotni poranek.

Wiele mnie nauczył. I tego, że nie zawsze entuzjazm i dobra wola pomagających pada na podatny grunt i jakkolwiek to trudne, trzeba uszanować. I tego, że wrogość nie bierze się znikąd, a pod pancerzem wrogości chowa się cierpiący człowiek, który kocha, nawet jeśli obiektem jego miłości są tylko (a może „aż”?) rośliny.

Odszukaliśmy w jego sali tę palmę. Jest znacznie większa i wewnątrz ma kilkanaście nowych, małych listków.

Ten post ma jeden komentarz

  1. Marzena. Z.

    Pięknie ujęłaś końcówkę lat Pana K. Będę zawsze pamięć jego oczy, w których zawsze na dnie była łagodność.

Dodaj komentarz