1 stycznia 2026 – to było bardzo smutne rozpoczęcie roku dla Mamy Pana M. O godz. 20-ej odszedł do Nieba – to jej słowa – jej wyjątkowo ukochany syn. Poważnie chory długie, długie lata. A Pani R., sama bardzo chora, dzień w dzień, kilka, a nawet kilkanaście godzin, trwała przy hospicyjnym łóżku syna przez wiele długich miesięcy. Tylko ona miała z chorym jakiś kontakt, taki wyjątkowy, matki z synem. Dbała o wszystko, o co mogła zadbać, Jej matczyna miłość była imponująca. Wydawało się, że to wszystko co robiła, było mocno ponad jej siły.
Inni właściwie kontaktu z M. nie mieli. Sporadycznie otwierał oko w reakcji na nasze słowa, czasem oddawał uścisk ręki. Był czas, że w jakiś swój sposób reagował na telewizję, zwłaszcza filmy w rodzaju „Czterech Pancernych”. Jednak cały personel medyczny i pozostali pracownicy Hospicjum oraz my, wolontariusze, byliśmy całym sercem z naszym chorym i jego wyjątkową Mamą. M. (wszyscy mówiliśmy o nim bez „pan”, często używając zdrobnienia imienia) był pacjentem, nad którym opieka nie była prosta. Rosły, ciężki mężczyzna, który w żaden sposób nie był w stanie pomóc i ulżyć opiekunom w wykonywanych przy nim zabiegach pielęgniarskich, bardzo wymagający pacjent ze względu na swój wyjątkowo ciężki stan. Ale wszyscy to rozumieli i robili wszystko, co mogli.
Myślę, że Bóg przytulił już M., jak mawiała czasem jego Mama, że Go o to prosi. Ziemska śmierć M. dla niego samego rozpoczęła na pewno czas życia wiecznego w najlepszym możliwym miejscu, a myślę, że dla jego mamy, której jest oczywiście bardzo z tym ciężko, jest teraz dany czas na stale odkładane na później konieczne badania i leczenie. Zadbaj o siebie proszę, wyjątkowa Mamo.
Wolontariuszka J.

Dziękuję autorowi za te słowa. Pokazują one, jak ważna jest rola wolontariuszy i personelu hospicjum – nie tylko w opiece nad chorym, ale też w wspieraniu rodziny.
odwiedź nas Telkom University Jakarta“