04 września 2025 – czwartek, jak zwykle Podniebne Cuda. Przygotowania gotowe, zespoły „Marzyszanki” i „Kumotry”, wprawdzie w okrojonym składzie, ale też już są. Przywozimy do sali pacjentów. Zaczyna się występ lubianych przez wszystkich ludowych kapel. Pytam koleżankę-wolontariuszkę: Dlaczego nie ma pani I. ? I słyszę odpowiedź: Pani I. odeszła wczoraj w nocy. ZANIEMÓWIŁAM.
Nikt z nas się tego nie spodziewał, wiemy, że panie pielęgniarki też nie. Przecież nasza miła Pani I. była w ZOL-u od ponad sześciu lat i nie widać było zdecydowanego pogorszenia jej formy, chociaż, jak przecież każdy w Jej wieku, miewała gorsze dni. Przeżyć 91 lat nie każdemu jest dane.
Była bardzo charakterystyczna. Zawsze z biżuterią: złote kolczyki (zdarzało się, że jeden „ginął” i wtedy była rozpacz), pierścionki, dużo kolorowych bransoletek, korale. Poza tym zawsze jakaś chusta i torebka. Były barwne i przeróżne, często szydełkowe. No i koniecznie klapki na dość wysokim koturnie, ulubione obuwie od zawsze, jak mówiła: „bo przecież nie jest wysoka”. Była faktycznie niziutka, drobniutka. Na buty zwracała uwagę, kilka razy mówiła mi; „ale masz fajne buty”. Ta elegancja, wyjątkowa w tym miejscu, czyniła panią I. szczególnie rozpoznawalną.
Rzadko opuszczała czwartkowe spotkania, nie było jej tylko wtedy, gdy czuła się gorzej i musiała zostać w łóżku. A przeważnie uczestniczyła, chętnie podśpiewywała, klaskała w dłonie i podrygiwała radośnie na swoim wózku. To zawsze był dla nas miły widok. Cieszyła się też ze spotkań z młodzieżą z Liceum Sztuk Plastycznych i wykonywanych wtedy wspólnymi siłami obrazków; z listów, które otrzymywała od młodzieży w okresie świątecznym. Była bardzo pogodna, zawsze dziękowała za spędzony z Nią czas, za rozmowę.
Opowiadała czasem o sobie: że mieszkała w Górze Kalwarii nad Wisłą i tam pracowała w biurze; że jest sama, bo pochowała już męża i syna. Podobno znajoma namówiła Ją na przeprowadzkę „do Białogona”. Jednak potem trafiła do Zol-u, bo nie mogła chodzić i wymagała opieki. Czasem odwiedzała Ją sąsiadka. Opowieści pani I. nie zawsze były zgodne z poprzednimi wersjami, często sama mówiła, że już nie pamięta, bo przecież jest stara, chociaż wiek też jej się mylił..
Pani I. była przez wszystkich lubiana, imienia zawsze używano w wersji zdrobniałej – nie z braku szacunku, ale z czułości i sympatii. Odeszła we śnie, bez wcześniejszych oznak cierpienia, bez niepokojenia kogokolwiek. Zasłużyła sobie widocznie na taką dobrą, bezbolesną śmierć.
Pożegnamy naszą Panią I. w najbliższy czwartek.
Wieczny odpoczynek racz jej dać, Panie.
Wolontariuszka J.
