Tam, gdzie życie ucieka…

Ona ma na imię Anna. Dla mnie samej to Pani Ania. On – Pan Roman. Zawsze grzeczny, szarmancki, życzliwy. Dzieli ich jedno piętro. Pan Roman jest bowiem pacjentem ZOL-u, który mieści się w tym samym budynku, zaś pani Ania ,,mieszka” właśnie na oddziale Hospicjum. Zwykle codziennie widują się na mszy świętej w kaplicy hospicyjnej, ale jest jeszcze coś, co ich łączy. Są to Podniebne Cuda – czwartkowe spotkania muzyczne czy plastyczne z zaproszonymi gośćmi. I tu wśród innych pensjonariuszy są też oni oboje. Choć poruszają się na wózkach inwalidzkich, ten krótki wspólny czas jest dla nich wszystkim. Pomimo swoich chorób uśmiechają się do siebie. To ich hospicyjne ,,Niebo.” Ona, tak jak potrafi i na ile starcza jej sił, maluje kredkami dla niego wycięte z drewnianej sklejki serce, zaś on… z pomocą wolontariusza zdobi kolorowymi farbkami wyciętego z drewnianej sklejki anioła i ofiarowuje pani Ani w podzięce. Albo przynosi dla niej wielkie jabłko. Zawsze o sobie pamiętają, uwielbiają pić wspólnie kawę w czasie koncertu. A wolontariusze, wiedząc o ich przyjaźni, dbają, by odpowiednio ustawić wózki i umożliwić p. Annie i p. Romanowi bezpośrednie sąsiedztwo przy wspólnym stole.

I wtedy też był taki czwartek i Podniebne Cuda. Pani Ania poprosiła, bym pomogła jej łyżeczką w piciu kawy. I kiedy tak łyżeczkę za łyżeczką podawałam, spojrzałam na Pana Romana, który siedział obok. Na chwilę zamarłam ze wzruszenia… On patrzył na Panią Anię i ocierał łzy, które spływały spod okularów. Widział, że p. Anna, „jego Ania”, słabnie, że brakuje jej sił, nie potrafi już utrzymać filiżanki… Tę historię napisało życie w hospicyjnej rzeczywistości. Spotkała się tu miłość i cierpienie, które poruszają głęboko i nie pozostawiają miejsca na chłód i obojętność.

Wolontariuszka PoEmi

(imiona bohaterów tekstu zostały zmienione)

Dodaj komentarz